Obserwatorzy

piątek, 24 lutego 2017

Faworki na piwie - przepis

Podczas gdy Wy w Polsce macie wielki dostęp do pączków w każdym zaopatrzonym spożywczaku, ja niestety o 9 rano znalazłam tylko lub aż 4, niestety mój mąż zamówił dla siebie 10 - wziełam więc te 4, kolorowe dounaty dla dzieciaków i przypomniałam sobie o przepisie jaki ostatnio oglądałam u nieesi25 - najidealniejsze faworki robiła moja mama, niestety były one o wiele bardziej pracochłonne, te z przepisu Agi są szybkie i na prawdę banalnie proste dla każdego !
Na prawdę tylko osoba której do kuchni dopuszczać nie należy w przypuszczeniu wywołania nagłego pożaru nie dałaby sobie z nimi rady, jeśli więc lubicie faworki bierzcie się do pracy.
Jeśli wolicie obejrzeć zapraszam na mój kanał na youtube !


Składniki :
- pół szklanki żółtek
- pół szklanki jasnego piwa
- ok.2 szklanek mąki (mi wyszły 2,5 ale to zależy od waszej mąki, więc na początku polecam wsypać 2 i w razie czego dosypać)
- olej do smażenia

Wykonanie :
Do miski wlać żółtka i piwo, wsypać PRZESIANĄ! mąkę - wymieszać.
Ugniatać całość ok.10 minut aż ciasto nie będzie przyklejało się do rąk, blat można podsypywać dodatkowo mąką.
Gdy ciasto będzie gotowe ubijamy wałkiem ok.3-5 minut wtłaczając powietrze do ciasta.
Ciasto dzielimy na porcje, rozwałkowujemy, i wykrajamy prostokąty z przecięciem po środku przez które należy przełożyć jedną z końcówek ciasta do uzyskania typowego faworkowego wzoru.
Faworki wrzucamy po parę sztuk na GORĄCY! olej, aż do zarumienienia z każdej strony,
wykładamy na ręcznik papierowy lub sitko i czekamy aż wystygną i pozbędą się nadmiaru tłuszczu,
posypujemy obficie cukrem pudrem i zajadamy - smacznego.

XoXo Wasza Gonia 

środa, 15 lutego 2017

Nowe kąski kosmetyczne made in Poland - walentynki

Kochani
od prawie roku znalazłam swój szczęśliwy dom w UK, co wcale nie oznacza, że zapominam o tym co dobre, warte uwagi i polecenia a co najważniejsze - NASZE !
Na Polskim rynku powstaje jednak co chwile aż tak wiele firm, że sama niekiedy nie nadążam,
więc jeśli tylko macie jakieś swoje nowe firmowe miłości - piszcie, chętnie sama się z nimi zapoznam, a teraz przedstawiam Wam firmy na jakie sama ostatnio zwróciłam uwagę.

Mabelle - firma produkująca nowoczesne świece do...
masażu. Pielęgnują skórę twarzy, szyi i dekoltu.
Składniki naturalne i soczyście owocowe !
Mabelle w swoim asortymencie posiada również mgiełki, serum np.hialuronowe które ja sama bardzo lubię i chętnie wypróbuję również ich.
Dodatkowo muszę pochwalić jakość publikowanych zdjęć - mnie oczarowały.
Ciekawa jestem czy któraś z moich czytelniczek wypróbowała już ich świece do masażu :)

Glov - ogromny kosmetyczny sukces i ich słynna już rękawica do demakijażu bez użycia wody jest zasługą dwóch młodych, pięknych kobiet - Ewy Dudzic i Moniki Zochowskiej, które założyły firmę Phenicoptere, choć nazwa firmy nie jest aż tak sławna jak ich rękawica, którą używa ponoć sama Kim Kardashian to właśnie Phenicoptere możemy zawdzięczać tak dobry produkt.

Mokosh Cosmetics - to polski producent kosmetyków naturalnych, które ujmują jakością swoich produktów. Marka odnosi sukces na krajowym jak i europejskim rynku.
Sukcesem firmy jest prosty, bezpieczny skład produktów pielęgnacyjnych, dzięki którym z dnia na dzień zyskują sobie miłość i oddanie jak również stałych klijentów.

Lush Botanicals kosmetyki z lodówki, czyli natura bez konserwantów,syntetyków i toksyn.
Najsłynniejsze z ich ofert jest serum antyoksydacyjne Cream in the City, czyli serum stworzone dla wszystkich obciążonych codziennym stresem, mieszkających w przeludnionych miastach i pracujących przy ciągle działających klimatyzatorach.
Składniki serum chronią skórę przed negatywnym wpływem czynników zewnętrznych,
Dodatkowo zawiera przyjemny zapach róży damasceńskiej, drzewa sandałowego oraz cytrusową nutę, co razem tworzy niepodrobiony, przyjemny i niezapomniany zapach.
Niestety za 50ml.serum zapłacimy 215zł, plusem jednak są kody zniżkowe których firma nie oszczędza i na wielu stronach można je bezproblemowo znaleźć.

Miya Cosmetics - założycielkami firmy Miya która powstała w 2015 roku jest Ania Białas-Bednarczyk oraz Ania Koss, ich motta przewodnie idealnie nadają się na kartki w kalendarzu które mogą poprawiać nastawienie do samej siebie i pozytywnie odczuwać każdy dzień.
Produkty firmy Miya są naturalne, mają bajecznie kolorowe opakowania i nietuzinkowe nazwy ("Call me later", "I'm coco nuts", "Hello yellow"i jakże wdzięczne "I love me".
Idealne produkty za bardzo przystępną cenę bo w ich przypadku cena kremu to 29,99zł za 75ml.
Czekam z niecierpliwością abym mogła wypróbować ich produkty i wiem, że tym razem postanowię wypróbować wszystkie, będziecie więc mieli o czym czytać :)

One Ingredient - marka eko przyjazna zwierzętom.
Wypuściła na rynek krem zawierający 80% śluzu ślimaka, który solidnie potrafi odnowić nasza skórę. Jest lekki, i nadaje się pod makijaż przy tym również podobno działa cuda.
Polecany już na wielu blogach, ja sama nie wiem czy chciałabym go wypróbować, do wszystkiego jednak trzeba dojrzeć. Cena adekwatna do jakości premium czyli 249zł za 50ml.

Wypróbowaliście już może kosmetyki nowych polskich marek ?
Ja sama nie wiem na co zdecydować się jako pierwsze.
Rękawice Glov już miałam przyjemność wypróbować pora na resztę, w końcu nie od dziś wiadomo, że to co polskie jest najlepsze.

Przy okazji chwila dobroci z moją wczorajszą walentynką, nawet nie spodziewałam się, że je obchodzimy :)
A ja się zastanawiałam czemu mąż cały poranek pyta o kuriera ;)
Moja najpiękniejsza walentynka :)
A po pracy moje kochanie wróciło z ogromem słodyczy.
Mam nadzieję, że również u Was walentynki były pełne miłości jak każdy pozostały dzień w roku, w końcu kocha się cały rok.
XoXo Wasza Gonia 

wtorek, 14 lutego 2017

Dove DermaSpa Goodness - odrobina blasku w suchym olejku

Od dobrego roku słuchałam od mojej kochanej Zuzy mademoisellezu o cudownych suchych olejkach jakie na rynek wypuściła firma Dove. Czekałam z niecierpliwością jak tylko dolecę do Polski i będę mogła je kupić w Rossmanie - cena tych olejków mnie dosłownie powaliła.
Bo jeśli chcemy wypróbować coś tak małego i wystarczającego na miesiąc cena ponad 30zł jest spora. Nawet ok.26zł w tesco mnie do ich zakupu nie zachęciła.
W ostatnim dniu przed wylotem znalazłam je na dużej promocji w Naturze i tam także polecam Wam ich szukać. Nawet 10zł nie zapłaciłam, I jako cena na wypróbowanie jest zdecydowanie spoko.
Po wysłuchaniu wszystkich ochów i achów wiedziałam że obydwa zarazem ten jak i ten niebieski polecą razem ze mną do domu. Po wypróbowaniu obydwóch mogę przedstawić Wam mojego faworyta i numer jeden wśród wszystkich suchych olejków z drobinkami złota.

Dove DermaSpa Goodness - jedwabisty olejek do ciała :


Cena: 31,99 zł rossmann /150ml.

O produkcie :
Przywraca skórze promienny blask i aksamitną miękkość i gładkość.
Pełnia nawilżenia każdego dnia.
Technologia Cell-MoisturizersTM - aktywne składniki nawilżające z naturalnymi olejkami roślinnymi. Działają w sercu komórek  skóry wspierając nawilżenie i odbudowę (efekt warstwy rogowej naskórka).
Linia Dove DermaSpa Goodness  przeznaczona została do suchej skóry.
Inspirowany pielęgnacją Spa.

Nuty zapachowe :
Kremowa wanilia, soczysty kokos, piżmo, cytrusy, energetyzujący imbir, jabłko w połączeniu z bukietem frezji i plumerii.


Skład : 
Aqua, Glycerin, Dimethicone, Isopropyl Myristate, Hydroxystearic Acid, Sodium Hydroxypropyl Starch Phosphate, Petrolatum, Arachidic Acid, Caprylyl Glycol, Cetearyl Alcohol, Cetearyl Glucoside, Citrus Aurantifolia Peel Powder, Citrus Limon Peel Powder, Dimethicone Crosspolymer, Disodium EDTA, Glucose, Glyceryl Hydroxystearate, Hippophae Rhamnoides Oil, Palmitic Acid, Parfum, Phenoxyethanol, Sodium Hydroxide, Stearic Acid, Tapioca Starch, Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Citral, Citronellol, Coumarin, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool, CI 77891.

Po rozsmarowaniu pozostaje delikatny blask.

Moja opinia :
Suchy olejek Dove zawiera bardzo małe, zmielone drobinki w kolorze złota.
Szybko się wchłania, nie pozostawia na skórze tłustego filmu.
Przy rozprowadzaniu przypomina mi bardziej suchy piasek a niżeli coś tłustego i nieprzyjemnego.
Nie da się z nim przesadzić i każda warstwa nawet średnio dokładnie nałożona wygląda dobrze.
Jest bardzo suchy co jest dla niego plusem, ponieważ nie spływa i nie pozostawia złotych plam.
Bardzo przypomina mi suchy olejek do ciała Pat&Rub o którym już Wam pisałam.
Tamten jednak bardzo spływał w porównaniu do tego i zostawiał bardzo mocne drobinki które przy dużym słońcu wyglądały nachalnie i przesadnie.
Choć tamten uważałam za genialny musiałam uważać przy jego nakładaniu ten jest zdecydowanie jego lepszym odpowiednikiem.
Już wiem, że jest moim numerem 1 wśród produktów niezbędnych latem.
Jego niebieski bezdrobinkowy brat także był niezły, zapach miał nawet przyjemny jednak nie posiadał pięknego odcienia złota które tak pięknie rozświetla skórę.

Moja ocena : 6/6

Małe nowości ostatnich zakupów.
Życzymy Wam również szczęśliwych i pięknych walentynek :)


XoXo Wasza Gonia 

poniedziałek, 10 października 2016

Bullet Journal - moja październikowa rozkładówka.

Kochani
od dłuższego czasu chodziło za mną dokładne rozpisywanie i zapisywanie notatek, pomysłów, i przede wszystkim ważnych treści jeśli chodzi o blogowanie czy ostatnimi czasy vlogowanie którymi chciałabym się z Wami podzielić.
Z idealnym rozwiązaniem przyszedł pomysł założenia swojego własnego Bullet Journal.
Czym tak właściwie jest Bullet Journal i jak z niego korzystać ?
Otóż jest to notes, kalendarz, pamiętnik który tworzycie sami.
Nie idziemy na łatwiznę nie kupujemy pierwszego lepszego sklepowego kalendarza i jedno co mi się najbardziej spodobało w założeniu własnego Bullet Journal  nie ma ograniczeń - zupełnie żadnych.
Możemy ominąć całą logikę, synchronizację, i co za tym idzie rutynę.
Nasz notatnik jest jedyny, niepowtarzalny i niepodrabialny.
Piszemy, planujemy i notujemy co chcemy.
Jest to również świetna pamiątka na dalsze lata.
Dzisiaj podzielę się z Wami moją wizją na październikową rozkładówkę Bullet Journal :
Nie zamierzam "dobierać" dodatkowych kg. postawiłam więc na początku umieścić rubrykę wagi, z wszystkimi pomiarami i dniami tygodnia w których zapiszę ćwiczenia wykonane danego dnia.
Miesiąc w miesiąc będę mogła śledzić swoje postępy i ograniczyć (mam nadzieję) moje małe lenistwo.
Po ćwiczeniach znalazło się miejsce na relaks.
Czyli wspomnienia filmów, jakie dane było mi obejrzeć w danym miesiącu czy to obejrzane w kinie czy przed tv.
Będą to filmy które zapadły mi w pamięci.
Dodatkowo małe miejsce na wspomnienia wycieczek i nowo poznanych miejsc.
Kalendarz !
Dzień po dniu wszystko można mieć zaplanowane a dany miesiąc zajmuje tylko parę stron.
Oznaczone tygodnie, dni i małe miejsce na notatki wydają się najlepszym rozwiązaniem.
Picasso ze mnie marny, jednak każdy lubi mieć swoje miejsce na bazgroły ;)
Tu mogę się swobodnie wyżyć.
Koniec końców już niebawem Halloween !
Teraz coś co zaciekawi blogerów lub vlogerów.
Miejsce na pomysły nowych postów, zarysy tytułów.
To o czym zamierzam pisać lub co powinnam nagrać w danym miesiącu.
Na samym końcu zeszytu stworzyłam mały misz masz.
Czyli ładnie rozpisane daty urodzin, imienin, czy dat ślubów bliskich mi osób.
Wszystko osobno w 12 balonikach, każdy oznacza inny miesiąc w roku.
Na koniec miesiąca jeszcze mała stronka o rzeczach które potrzebuję,lub które wpadły mi w oko i chciałabym je zakupić w przyszłości.
Z dokładną rozpiską cen, abym nie zapragneła wszystkiego od razu.
W końcu musi mnie coś postawić na nogi i rozjaśnić dokładnie wydawany budżet.
Skarbnicą wiedzy jeśli chodzi o Bullet Journal jest Pinterest.
Tam możecie znaleźć wszystko, ja właśnie nim się posiłkowałam, tam znalazłam wiele wzorów strzałek, rysunków lub pomysłów na tabelkę urodzinową.
Jutro nagram dla Was filmik który ukarze się na moim kącie na you tubie właśnie w tej tematyce.
Zapraszam Margaritka UK
XoXo Wasza Gonia 

piątek, 12 sierpnia 2016

Jest taki jeden dzień w roku - urodziny !

W tym roku obchodziłam swoje 27 urodziny, to chyba ten rok gdzie zamiast świeczek na tort kupuje się literki, wychodzi ich mniej gdy cyferek brakuje ;)
Choć sama pamiętam, w zeszłym roku dla teściowej przygotowałam taki full wypasiony z taką samą ilością świeczek ile minionych lat już ubyło, było ich ponad 50 i wyglądało to obłędnie :)
Mój tort w tym roku był niespodzianką od mojej siostry i męża po części, bo wprawdzie tort robiła siostra, mąż jednak do tego spisku ją namówił, a całą resztę jeśli chodzi o świeczki przyozdobił.
Swoją drogą nigdy w życiu tak obłędnie smakującego tortu nie jadłam i żałuję, że ja takich zdolności kulinarnych nie mam, chociaż jest to również i mały plus, nie przytyję od pieczonych rarytasów.

Przyjęcie było skromne, jednak w gronie najbliższych mi osób.
Przygotowaliśmy nasze ukochane roladki z łososiem, gyros, nie obyło się również bez pysznego sernika.
Mój mężczyzna rozwiesił mnóstwo balonów, a ja myślałam, że jestem już na to za stara.
Torcik z truskawkami wyglądał tak, smakował o niebo lepiej !
Dzień wcześniej miałam również miłą niespodziankę.
Nie nie jest to prezent urodzinowy, a nowy członek naszej Lewandosiowej rodzinki.
Nie lubię gdy zwierzęta traktujemy jako prezent i zdecydowanie takie prezenty odradzam.
Tak się jednak zdarzyło i chyba szczęście do nas uśmiechneło, że dzień przed narodzinami mogliśmy odebrać naszą wymarzoną kotkę, była już na tyle samodzielna, że mogła do nas szybciej trafić a niżeli miała pierwotnie. Wszyscy zakochali się w niej od pierwszego przytulenia, ale jak się w takiej puchatej słodkości nie zakochać, szczególnie gdy jest taka zabawna.
Uwielbia wylegiwać i bawić się między swoimi zabawkami.
A na początku spała właśnie tak, ze swoją mini myszką.
Otrzymałam także piękne prezenty - na nie nigdy nie jesteśmy za stare ;)
Prezent od małżonka i dzieci.
Piękna sukienka od siostry i jej rodziny.
Sówka która stoi po prawej również jest prezentem urodzinowym od męża.
A wygląda tak, miała stać przed drzwiami, jest jednak tak piękna, że zajeła miejsce na komodzie - coś czuje, że nasz kociak raz dwa by się dnie niej dobrał.
Dodatkową niespodzianką była przysłana ostatnio szufladka/organizer na kosmetyki.
Parę dni po urodzinach przyszła również niespodzianka z Polski od moich kochanych przyjaciółek.
One zawsze wiedzą czego aktualnie potrzebuję :* :*
Teraz czuję się jak za bardzo rozpieszczona baba :)
Muszę przyznać, że urodziny są chyba jednym z najpiękniejszych dni w roku, zawsze wzruszam się gdy śpiewają sto lat, bardziej wzruszają mnie tylko kolędy śpiewane na pasterce, wtedy już ryczę :)
Czy Wy również cieszycie się i doceniacie ten jeden jedyny dzień w roku ?
XoXo Wasza Gonia 

wtorek, 14 czerwca 2016

Syrop - miodek z mniszka lekarskiego - przepis

Dobry wieczór kochani,
dziś postanowiłam podzielić się z Wami z jednym z przepisów którego sama używam już od paru lat na syrop, lub jak ktoś woli miód z mniszka lekarskiego.
Za oknem lato w pełni i kwiatów mniszka równie dużo, jest więc w czym wybierać i z czego produkować.
Syropu używam często w zastępstwie miodu, lub innego słodu, równie wiele razy używam go do szarlotki, ale pamiętajmy, że umiar we wszystkim jest ważny.
Syrop z mniszka ma właściwości lecznicze, podobnie jak syrop z cebuli jest nieodłączny przy gardłowych infekcjach jesienią czy zimą, chociaż biorąc pod uwagę pogodę angielską u nas będzie nieodłączny przez cały rok ;)
Ciekawa jestem kto z Was o syropie z mniszka słyszał, i kto równie jak ja lubi robić jego zapas do domowej spiżarni.


Składniki :
- ok.450 kwiatów mlecza
- 2 cytryny
- 1 litr wody
- 1 kg. cukru

Wykonanie :
Rano zbieramy piękne, rozwinięte kwiaty mniszka lekarskiego.
Zostawiamy je na kartce aby opuściły je robaczki, przepłukujemy wodą, a potem wkładamy do garnka z odmierzoną wodą i gotujemy.
Od zawrzenia gotujemy 10-15 minut i zostawiamy na 24 godziny, by całość się zaparzyła (jak herbata).
(mi wyszedł spory garnek, ale robiłam z podwójnej porcji).
Po tym czasie odciskamy dobrze mlecze, a wywar przelewamy przez sito.
Stawiamy na ogniu, dodajemy sok z cytryny oraz cukier - gotujemy na malutkim ogniu ok.2 godziny, aż do uzyskania konsystencji syropu - potem jeszcze trochę zgęstnieje.
Można gotować dłużej, jeśli chcemy uzyskać gęstszą konsystencję.
Ogień powinien być niewielki, a całość powinna lekko "pyrkać", a nie buzować.
Przelewamy do wyparzonych słoików, stawiamy do góry dnem aż wystygną i gotowe.
Taki szczelnie zamknięty miodek możemy przetrzymywać parę miesięcy.
Pomocnik numer jeden !
Tu koniecznie muszę podziękować mojej sąsiadce - Aniu dziękuję Ci za coroczne dzielenie się mleczem z ogrodu :)

Swoją drogą Tesco w UK jest nieźle zaopatrzone z okazji ramadamu znalazłam pomiędzy jedzeniem cudowne wody kosmetyczne od KTC - różana i aloesowa - całe 50p. toż to prawie jak darmo, o wiele więcej za wodę różaną z tej firmy musiałam płacić zamawiając w internetowych sklepach kosmetycznych w PL. Nie wiem jak aloesowa, jednak różaną używam od lat i jest niezastąpiona - polecam.
XoXo Wasza Gonia 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...